Teza, której nie da się pominąć w rozmowie o agentach AI w planowaniu podróży czy zakupów, brzmi: zaawansowane narzędzia sztucznej inteligencji – nawet jeśli niemal wszyscy deklarujemy wobec nich otwartość – w rzeczywistości rzadko wpływają na nasz realny proces decyzyjny. Agenci AI to oprogramowanie działające w tle, które na podstawie analizy danych personalizuje oferty lub wspomaga obsługę klienta. Tu trzeba jasno oddzielić gotowość deklarowaną (czyli to, co chętnie przyznajemy w ankietach), od rzeczywistego użycia (czyli tego, jak często faktycznie zlecamy AI wybór czy rezerwację za nas).
Otwartość? Tak, ale tylko w teorii
Szczególnie w branży podróżniczej często mówi się o narzędziach oferujących „one-stop shop” – miejsca takie jak eSky, gdzie lot, nocleg i transfer da się załatwić jednym kliknięciem. Jednak mimo rozwoju takich rozwiązań, korzystanie z AI w decyzjach zakupowych to wciąż domena niewielkiej grupy najbardziej zaawansowanych technologicznie użytkowników. Przyjęcie AI jako doradcy jest szeroko akceptowane na poziomie deklaracji (ponad 80% badanych twierdzi, że byłoby skłonne korzystać z takich rozwiązań), ale realnie? Tylko pojedyncze procenty traktują AI jako faktyczne narzędzie do podejmowania decyzji.
W praktyce:
- Zdecydowana większość wybiera tradycyjne kanały – portale, biura podróży lub rezerwuje samodzielnie.
- AI integruje się głównie w obsłudze pośredniej (np. odpowiada na proste pytania), ale nie prowadzi użytkownika za rękę w podejmowaniu kluczowych decyzji.
- Oczekiwanie personalizacji nie oznacza automatycznej zgody na oddanie kontroli – konsumenci chcą wsparcia, ale nadal preferują nadzór.
Czy naprawdę delegujemy decyzje?
Kluczową kwestią, która w dyskusji o agentach AI bywa przemilczana, jest stopień delegacji – czy użytkownicy rzeczywiście pozwalają AI podejmować decyzje za siebie, czy raczej korzystają z efektów zastosowania AI przez usługodawców, nawet o tym nie wiedząc? Różnica jest zasadnicza: pierwsza sytuacja oznacza świadome oddanie części odpowiedzialności algorytmowi, druga – pasywny odbiór zoptymalizowanych usług. Obecnie większość użytkowników doświadcza tego drugiego scenariusza. AI usprawnia backendy platform, przyspiesza obsługę i profiluje oferty, ale konsument rzadko w pełni oddaje stery.
Nie ma wystarczających danych, by twierdzić, że zachowania konsumentów fundamentalnie się zmieniły pod wpływem AI: personalizacja jest oczekiwana, ale kontrola i ostatnie słowo nadal należą do człowieka. Pojawia się tu luka pomiędzy możliwościami technologicznymi a barierami adopcji – w tym brakiem zaufania, brakiem wyjaśnialności algorytmów oraz przywiązaniem do utartych ścieżek zakupowych.
Przyszłość roli konsumenta i praktyka biznesowa
Warto zadać sobie pytanie: co z tej luki wynika dla uczestników rynku? Dla organizacji to sygnał, że wdrożenie AI nie przekłada się automatycznie na masowe przyjęcie przez użytkowników – nawet najlepszy agent AI pozostaje narzędziem wspierającym, a nie decydującym. Użytkownicy skorzystają na szybszej obsłudze i dopasowaniu oferty, ale kontrola nad decyzją rzadko opuszcza ich ręce.
Realna zmiana, jaką niesie ten trend, to przesunięcie ciężaru innowacji na strony zaplecza – AI coraz częściej działa po stronie usługodawcy, niewidocznie zmieniając, jak wyglądają rekomendacje czy obsługa, ale bez głębokiej transformacji modelu zachowań konsumentów.
Śledź rozwój takich zagadnień na https://sztucznainteligencjablog.pl/ – warto być na bieżąco, żeby zrozumieć, gdzie algorytmy naprawdę zmieniają reguły gry, a gdzie tylko poprawiają komfort transakcji.





